DEMOGRAFIA I JEJ FUNDAMENTALNE ZNACZENIE DLA KOŚCIOŁA I NARODU

Współczesne społeczeństwo dotykają różne problemy ekonomiczne, polityczne, zdrowotne, socjalne itp. Obojętnie czy pod tym słowem społeczeństwo, społeczność będziemy rozumieli naród, Kościół, społeczność lokalną czy bardziej globalną (np. mieszkańców Europy). Wśród tych problemów społecznych na wiele się dyskutuje, jednakże nie słychać by poważnie i rzeczowo poświęcano uwagę problemowi demografii. A przecież nie ma Kościoła, narodu, partii, stowarzyszenia, fundacji itp. gdy nie ma fizycznego człowieka. I właśnie problem demograficzny (wzrostu lub ubywania osób ludzkich) stanowi fundamentalny, choć zasadniczo przemilczany, problem społeczny.

Już czasach Starego Testamentu, a więc kilka tysięcy lat temu, zdawano sobie doskonale sprawę z fundamentalnego znaczenia posiadani dzieci i problemu demograficznego. Dla Izraelczyków posiadanie wielu dzieci było przejawem Bożego błogosławieństwa, było wręcz powinnością wobec Boga Jahwe i narodu.

W przypadku gdy chciało się zniszczyć jakiś naród należało albo całkowicie wyniszczyć, zabić jego członków, co w zasadzie jest niewykonalne, lub też – za pomocą specjalnej polityki – uruchomić mechanizmy, tak by naród ten zaczął liczebnie się kurczyć. Jest to proces dłuższy, ale o wiele skuteczniejszy od mordowania, obozów koncentracyjnych itp. Nie powoduje sprzeciwów, protestów i oburzenia opinii światowej.

W wyniku realizowania w Polsce polityki depopulacyjnej liczba Polaków zmniejsza się systematycznie. Realizowana przez lata polityka nosi wszelkie znamiona kontynuacji polityki hitlerowskiej wobec narodu polskiego i narodów słowiańskich z okresu II wojny światowej. Czy nie są to aby słowa przesadzone – ktoś zapyta. Czy nie jest to kolejna teoria spiskowa dziejów?

Oddajmy więc głos faktom i materiałom źródłowym, na podstawie których Czytelnik będzie mógł wyrobić sobie opinię.

Przygotowując agresję na Polskę specjaliści III Rzeszy dokonywali bardzo wnikliwych analiz i opracowań mówiących jak postępować, jaką przybrać politykę, by zniszczyć naród Polski. Najbardziej znaną formą jest fizyczne niszczenie, egzekucje, obozy koncentracyjne. Zauważmy tutaj, iż dotyczyło to głównie inteligencji. Okupant (sowiecki także) zdawał sobie sprawę, iż kierunek rozwoju narodu nadaje inteligencja. Można użyć pewnego porównania. Wielkie stado owieczek idzie za przewodnikiem, za pasterzem. Od niego w głównej mierze zależy, w jakim kierunku pójdzie stadko. Więc logicznym jest, iż zamiast starać się przeprogramować miliony obywateli lepiej jest przeprogramować, przeciągnąć na swoją stronę inteligencję (elitę) tak, by poprowadziła resztę narodu w kierunku i w ideologii narzuconej przez okupanta. Jest jednak warunek, iż ta elita da się kupić, zmanipulować, przeprogramować itd. Rodzi się pytanie: A co w sytuacji kiedy ten proces się nie uda? Wówczas istnieje tylko jedno rozwiązanie: Tę elitę należy wyeliminować (wyjazdy za granicę, zsyłki, wyniszczenie fizyczne (wymordowanie). To do elity, a do mas należy zastosować politykę, która spowodowała by ograniczenia ilościowe (np. z 30milionów obywateli po latach prowadzenia tej polityki, ludność zmniejsza się do 15 milionów czy jeszcze mniej).

Zauważmy, iż obaj okupanci podczas II wojny światowej głównie niszczyli inteligencję (księża, policjanci, nauczyciele, lekarze, urzędnicy państwowi, profesorowie, naukowcy, ziemianie…). Ludność wiejska była potrzebna by dostarczała kontyngenty żywnościowe, materialne czy stanowiła niewolniczą siłę robotniczą w miejsce milionów mężczyzn niemieckich będących na wojnie. Jak zauważa Krosocki „[…]z rąk okupanta hitlerowskiego zginęło w Polsce niemal 50% ogółu ludności miejskiej, podczas gdy straty ludności wiejskiej wynosiły niewiele ponad 5%.”[1] Zagadnienie wyniszczenia polskiej inteligencji narodowej i katolickiej oraz niezmiernie ważny problem jej odbudowy na wysokim poziomie moralnym i naukowym będzie naszym oddzielnym zagadnieniem. Tu wróćmy do polityki demograficznej.

Polityka niemiecka dokładnie podawała za pomocą jakich rozporządzeń prawnych i socjotechnicznych należy skutecznie wyniszczać demograficznie naród polski (i inne narody słowiańskie). Warto przytoczyć dokumenty źródłowe, które są nagminnie ignorowane i przemilczane przez polskie (?) media i badaczy. Proszę zwrócić uwagę na dokładność wytycznych, ich precyzję oraz – co najważniejsze – odnieść to do współczesnej sytuacji Polski w dziedzinie moralności, służby zdrowia, zasiłków, zawierania małżeństw, pracy za granicą itp.

Niemiecki dokumentu z dnia 25.XI.1939 r., zatytułowany Sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo politycznego punktu widzenia, opracowany na zlecenie Urzędu ds. Rasowo-Politycznych NSDAP, autorstwa dr E. Wetzela (kierownika centrali doradczej tego Urzędu) oraz dr G. Hechta (kierownika Oddziału dla Volksduetschów i Mniejszości w powyższym Urzędzie):

„Opieka lekarska z naszej strony ma się ograniczyć wyłącznie do zapobieżenia przenoszeniu chorób zakaźnych na teren Rzeszy. (…) Wszystkie środki, które służą ograniczaniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące spędzaniu płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia” [2].

Porównajmy to z dzisiejszą sytuacją. O chorobach zakaźnych mówi się dużo i przeznacza się środki na jej zwalczanie (np. ptasia grypa), a o poziomie służby zdrowia w Polsce mówi się, iż działa jak eutanazja w białych rękawiczkach. Nie ma środków, karetka nie zdąży dojechać. Setki tysięcy biednych ludzi nie przeprowadza profilaktycznych badań, nie wykupuje leków, słowem umiera wcześniej. Ogromne propagowanie środków antykoncepcyjnych, z propozycją, by je nawet refundować z budżetu państwa. Aborcja na życzenie, brak karalności za jej przeprowadzanie; propagowanie homoseksualizmu… skąd my to znamy? Czyja więc polityka depopulacyjna w Polsce jest realizowana? Niestety na tym nie koniec.

Hitlerowski plan polityki depopulacyjnej w stosunku do ludności polskiej przewidywał takie środki jak:

–          „redukcje świadczeń chorobowych z tytułu ubezpieczenia społecznego;

–          ograniczenie lecznictwa szpitalnego;

–          zawieszenie zasiłków rodzinnych i świadczeń z tytułu macierzyństwa;

–          obowiązujący na terenach włączonych do Rzeszy Niemieckiej zakaz zawierania małżeństw przez mężczyzn w wieku poniżej 28 lat i przez kobiety w wieku poniżej 24 lat;

–          całkowity zakaz zawierania małżeństw przez osoby wywiezione do Niemiec na roboty”[3].

Odnieśmy to do współczesności. O służbie zdrowia już mówiliśmy. Przypomnijmy tylko, że rząd Leszka Millera zlikwidował zasiłki wypłacane matce po urodzeniu dziecka (?) oraz skrócił urlopy macierzyńskie, jakie przysługują po takim porodzie. A praca i małżeństwo? Zauważmy, iż najlepszym okresem na posiadanie pierwszego dziecka dla kobiety jest czas do 24 roku życia, szczególnie jeśli pragnie mieć więcej dzieci. Dziś oczywiście nie może być administracyjnego zakazu zawierania małżeństw, ale ten sam (może „lepszy”) efekt uzyskuje się metodami ekonomicznymi. Dziś nie wywozi się pod przymusem na roboty do Niemieć (czy innej części zjednoczonej Europy), lecz kierowani brakiem perspektyw i środków setki tysięcy wyjeżdża dobrowolnie. Jak pokazuje doświadczenie, mało która dziewczyna zawiera związek małżeński i posiada dziecko przed 24 rokiem życia. Praca, praca, nauka i praca. Z tych co posiadają, często jest to pierwsze i ostatnie dziecko. By nie być posądzanym o emocjonalizm, brak obiektywizmu, urojenia przytoczmy fakty opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny:

„W latach 90-tych nastąpiło przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat. Jest to wynikiem wyboru, jakiego coraz częściej dokonują ludzie młodzi decydując się najpierw na osiągnięcie określonego poziomu wykształcenia oraz stabilizacji ekonomicznej, a dopiero potem na założenie rodziny oraz jej powiększenie. Przeciętny wiek kobiet, które w 2002 r. urodziły dziecko wynosił 27,2 lat – niewiele więcej niż w latach 90-tych, natomiast wzrósł o 1 rok – do 24,6 lat – wiek kobiet rodzących pierwsze dziecko. W 2002 r. współczynnik dzietności wynosił 1,25 i był najniższy od ponad 50 lat.” (www.gus.pl)

Efekt i smutną skuteczność współczesnej polityki depopulacyjnej wobec Polaków ilustrują następujące dane (wybór: J. Kossecki). Depresyjny poziom, jaki dziś mamy dorównuje skutecznością poziomowi z pierwszych lat okupacji. To już niestety nie są prognozy tylko fakty. Aż dziw bierze, że w różnych mediach, środowiskach (także w tych zdawałoby się patriotycznych, narodowych, katolickich) jest to wciąż nie zauważony problem, przemilczane fakty. Oto dane.

 

Tabela. Wybrane elementy demografii Polski w okresie Generalnego Gubernatorstwa (GG) oraz okresu powojennego.

 

DEMOGRAFIA POLSKI
Rok Wg urzędowej statystyki dla GG
Urodzenia % Zgony % Przyrost
1938 24,9 13,8 + 11,1
1939 23,2 14,9 + 8,3
1940 20,0 15,7 +4,3
1941 17,6 18,2 – 0,6
1942 18,6 22,5 – 3,9
1943 18,0 23,0 – 5,0
PRL/III RP
1950 30,7 11,6 + 19,1
1955 29,1 9,6 + 19,5
1970 16,6 8,1 + 8,5
1983 19,7 9,6 + 10,1
1985 18,2 10,3 + 7,9
1989 14,8 10,0 + 4,8
1999 9,9 9,9 0,0
2000 9,8 9,5 + 0,3
2003 9,2 9,6 – 0,4

 

W swej książce Totalna wojna informacyjna XX wieku a II RP, (Kielce 1997) doc. Józef Kossecki przytacza materiały źródłowe i ukazuje aktualność niemieckiej polityki w dziedzinie walki demograficznej z Polakami. Oto obszerny cytat z tego dzieła (dodajmy, iż jego zdobycie w Polsce graniczy z cudem):

„Niezależnie od fizycznej eksterminacji poszczególnych grup obywateli RP – przede wszystkim ludności żydowskiej, a także elity polskiej zwłaszcza na terenach wcielonych do Rzeszy, hitlerowcy starali się niszczyć polski potencjał biologiczny również metodami bardziej wyrafinowanymi – wchodzącymi częściowo w zakres totalnej wojny informacyjnej. Dowody na to znaleźć można w dokumentach sprawy SS-Brigadefhrera Carla Clauberga. Jeden z tych dokumentów dotyczy Genralnego Planu Wschodniego Reichsfhrera SS, omawia politykę demograficzną nie tylko w stosunku do ludności polskiej, ale również rosyjskiej, ukraińskiej, a nawet narodów kaukaskich, opracowany został przez dr Erhardta Wetzela – radcę w Urzędzie dla Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP. Pochodzi on z 1942 r., a więc z okresu gdy hitlerowcy odnosili sukcesy na froncie wschodnim i wydawało im się, że wygrają wojnę, a w związku z tym będą mieli dość czasu i możliwości, by w pełni zrealizować swe plany. W dokumencie tym czytamy m. in.[4]:

Powinno być oczywiste, że polskiej kwestii nie można rozwiązać w ten sposób, że zlikwiduje się Polaków, podobnie jak Żydów. Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki na daleką przyszłość i odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim czasie potraktowane zostaną podobnie. Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzone do możliwie najmniejszych rozmiarów. (…)

Celem niemieckiej polityki ludnościowej na rosyjskim terenie będzie musiało być sprowadzenie liczby urodzin do poziomu leżącego poniżej liczby niemieckiej. To samo zresztą powinno odnosić się także do szczególnie płodnej ludności kaukaskiego terenu, a później częściowo także do Ukrainy. Na razie leży w naszym interesie powiększenie liczby Ukraińców jako przeciwwagi w stosunku do Rosjan. Nie powinno to jednak doprowadzić do tego, ażeby Ukraińcy zajęli później miejsce Rosjan.

Aby doprowadzić na wschodnich terenach do znośnego dla nas rozmnażania się ludności, jest nagląco konieczne zaniechanie na wschodzie tych wszystkich środków, które zastosowaliśmy w Rzeszy celem podwyższenia liczby urodzin. Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatywną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. Powinno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, na to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki. Można wskazywać na wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia, które mogą grozić kobiecie przy porodzie itp. Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu. Można wykształcić np. akuszerki lub felczerki w robieniu sztucznych poronień. Im bardziej fachowo będą przeprowadzane poronienia, tym większego zaufania nabierze do nich ludność. Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności. Należy również propagować dobrowolną sterylizację. Nie powinno się zwalczać śmiertelności niemowląt. Nie może mieć miejsca również uświadamianie matek w zakresie pielęgnacji niemowląt i chorób dziecięcych. Trzeba się starać o to, aby wykształcenie rosyjskich lekarzy w tych dziedzinach wiedzy było możliwie jak najmniejsze. Nie wolno popierać domów dziecka itp. instytucji. (…) W każdym razie całkowite biologiczne wyniszczenie Rosjan nie może tak długo leżeć w naszym interesie, jak długo nie jesteśmy sami w stanie zapełnić tego terenu naszymi ludźmi. W przeciwnym bowiem razie inne narody objęłyby ten obszar, co również nie leżałoby w naszym interesie. Naszym celem przy wprowadzaniu tych środków jest tylko, ażeby Rosjan o tyle osłabić, ażeby nie mogli nas przytłaczać masą swoich ludzi. (…) Nam Niemcom chodzi tylko o to, ażeby naród rosyjski osłabić do tego stopnia, aby nigdy nie był on w stanie zagrażać niemieckiemu przewodnictwu na europejskim terenie. Do tego celu przybliżają nas wyżej wskazane drogi. Należy pamiętać również o tym, że stłoczenie mas ludzkich w miastach fabrycznych jest niewątpliwie najodpowiedniejszym środkiem ograniczenia rozmnażania się ludności. Powyżej omawiana propaganda i uświadamianie da się bowiem w miastach o wiele łatwiej przeprowadzić niż na wsi, zwłaszcza gdy chodzi o rozległe przestrzenie wschodu. (…)[5]

Omawiany wyżej plan zalecał również, by na roboty przymusowe do Niemiec wywozić przede wszystkim mężczyzn żonatych i kobiety zamężne, gdyż w ten sposób rozbija się rodziny, co wpłynie na zmniejszenie przyrostu naturalnego.

Zgodnie z powyższym planem Verordnung (Rozporządzenie) Generalnego Gubernatora Franka z dnia 9 marca 1943 r. wprowadziło pełną niekaralność aborcji dokonywanych przez Polki i przedstawicielki innych niższych narodów, zwiększono natomiast kary za aborcję dzieci niemieckich – aż do kary śmierci włącznie.

            W 1942 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa stopa urodzeń wynosiła 18,6 promil, w 2003 r. w III RP wyniosła ona zaledwie 9,2 promil – czyli niecałą połowę tego co w podczas wojny i okupacji. Stopa urodzeń w Polsce od 1989 roku nie zapewnia już zastępowalności pokoleń, zaś jej poziom w 2003 r. oznacza, że populacja odtwarza się zaledwie w 60 procentach.

Komentowanie tych faktów jest chyba zbędne. Czytelnik może sobie sam odpowiedzieć na pytanie: Czy Polska (i nie tylko Polska) współczesna jest przedmiotem agresji demograficznej, w której wykorzystywane są metody zalecane przez hitlerowskich ekspertów.” (J. Kossecki).

 

Skąd to dążenie do wynarodowienia Polaków?

Przecież silna, niezależna Polska jest niewygodna, wręcz niebezpieczna dla Niemiec czy innych mocarstw. Do tego dochodzi jeszcze masońska fobia przed przeludnieniem i jego groźbą, którą od lat straszy się w Europie. Jaki jest efekt? Europejczycy ulegają arabom, Turkom, algierczykom demograficznie.

W wielu środowiskach słyszy się głos, że ktoś kiedyś, jakiś Klub Rzymski wyznaczył, iż Polaków ma być 15 milionów i ta polityka jest teraz realizowana. Skąd to wiadomo? Wielu o tym mówi, profesorowie o tym piszą w swych książkach, ale niewielu przytacza rzeczowe źródła. Poniżej przedstawmy wywiad, jaki przeprowadzono z prof. Meadowsem w socjalistycznej „Kulturze” w 1975 r. Wspomniany profesor były w ścisłym gronie Klubu Rzymskiego, który opracował raport „Granice wzrostu”. Ciężko o bardziej źródłową wypowiedź. On to bardzo wyraźnie podaje konkretną liczbę ludności dla Polski – 15 milionów obywateli, która według niego jest wielkością optymalną. Ze względu na źródłową treść owego wywiadu przytoczmy go w całości.

 

„Granice prognozy

Wywiad z profesorem Dennisem L. Meadows                                        [2 „Kultura” 12 stycznia 1975r., s.7]

         Amerykanin Dennis L. Meadows z Dartmouth, College (Manover[?], USA) jest jenym z autorów futurologicznego opracowania, znanego pod nazwą bądź to „Raportu Rzymskiego”, bądź „Granice Wzrostu”. „Raport” wywołał w swoim czasie falę dyskusji, kontrowersji, nieporozumień.

Z polskiego punktu widzenia, wiele tez i koncepcji rozwiniętych w „Raporcie”, a zwłaszcza jego konkluzje, mają charakter co najmniej problematyczny.

Dzięki za wszystko współpracy UNESCO z Ministerstwem Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki oraz Instytutem Organizacji i Kierowania PAN, w grudniu 1974 roku odbyło się w Jabłonnie pod Warszawą drugie międzynarodowe seminarium, poświęcone kierunkom modelowania matematycznego.

Na seminarium to przybył również prof. D. L. Meandows.

ANDRZEJ BONARSKI: Od czasu wydania „Granic wzrostu”, czy też „Raportu Rzymskiego” jak niekiedy inaczej nazywa się tę prognozę dla świata, minęło prawie 3 lata. Jak dzisiaj odnosi się Pan do podstawowej konkluzji „Raportu” – do konkluzji i postulatu […]: „zerowa stopa wzrostu”?

PROF. DENNIS L. MEADOWS: Jeżeli czytał Pan książkę, to wie Pan, co postulowaliśmy po wykonaniu badań. Uznaliśmy, że rozwój związany jst z pięcioma podstawowymi czynnikami: liczba ludności, produkcja żywności, wykorzystywaniem zasobów naturalnych, produkcją przemysłową i zanieczyszczeniem środowiska.

W naszej grupie, której trzon stanowi 15 osób tak czy inaczej związanych z Massachusetts Institute of Technology, udało się stworzyć stymulacyjny model świata. Jak Pan pewnie wie, oparliśmy się na koncepcjach rozwiniętych przez Jay W. Farresiera i jego Zespołu Dynamiki Systemów. W początkach roku 1972 mieliśmy już wyniki. Uważam, że nie utraciły swojej aktualności.

  1. B.: To znaczy nadal „wzrost zerowy”?
  2. L. M.: Tak. Dalszy przyrost ludności, wzrost produkcji przemysłowej, coraz większe zużycie energii i zasobów naturalnych, zanieczyszczenie środowiska i coraz większy niedobór żywności – wszystko to jest niestety faktem.

Należy zmienić politykę wzrostu. Obecnie już ludność i zużycie – w najszerszym sensie znaczenia tego słowa – przewyższają zapasy. Grozi nam zawał.

I stąd: państwa powinny prowadzić taką politykę, która zagwarantowałaby stan stały – równowagę ludności, zużycia materiałów i surowców, energii i żywności.

Obserwujemy głód w Azji i dwukrotny wzrost kosztów utrzymania w krajach rozwiniętych. Obserwujemy zanieczyszczenie oceanu światowego, atmosfery i ziemi. Bezpośrednio głoduje kilkadziesiąt milionów ludzi. To chyba wystarczy.

Zdaje Pan sobie sprawę, iż obecnie, zmienność żadnego z pięciu istniejących parametrów modelu świata nie rokuje zmiany na lepsze. Więc nie zmieniłem swoich poglądów – myślę, że tylko „wzrost zerowy” może nas doprowadzić do stanu równowagi światowej. Owszem, mogę dodać, że obecnie bardziej niż poprzednio liczę się z czynnikami o charakterze polityczno-społecznym.

B.: Jak to należy rozumieć?

L. M.: Między innymi mam na przykład na myśli nierównomierną dystrybucję żywności, inwestycji, kapitału i tak dalej. Te czynniki o charakterze społeczno-politycznym jeszcze pogarszają sytuację.

B.: Zrobiliście – mówię o Panu i Pana kolegach – „Raport” nie dla bogatych. Dla bidnych i biedniejszych wydaje mi się czymś w rodzaju usprawiedliwienia koncepcji i praktyki, wybaczy Pan, neokolonializmu.

L. M.: To Pan powiedział. Zrobiliśmy „Raport” dla wszystkich. Również dla Bangladeszu. I Bangladesz upada, bez względu na humanitarne chęci i poglądy tych czy innych.

B.: Dlaczego?

L. M.: Bowiem ludność Bangladeszu wzrasta poza granice możliwości tego kraju. Ale dlaczego mamy mówić tylko o Bangladeszu? Innym krajom również grozi upadek. Mogą się trzymać trochę dłużej, ale kryzys tak czy inaczej przyjdzie, o ile będzie się lekceważyć fakty, o których staraliśmy się mówić możliwie dobitnie. O ile upadek Bangladeszu związany jest z czynnikiem ludnościowym, o tyle kryzys krajów rozwiniętych związany będzie z czynnikiem energetycznym i surowcowym. Może mi Pan odpowiedzieć, że np. RFN dobrze się trzyma. Czy wierzy Pan w wieczny wzrost?

B.: A czy Pan nie wierzy w postęp?

L. M.: W swoim czasie opracowanie, które sporządziliśmy na potrzeby Klubu Rzymskiego, nazwano ślepą opozycję wobec postępu, myślę, że jest to raczej opozycja wobec ślepego postępu.

B.: Wydaje mi się, że „Granice Wzrostu” nie uwzględniają różnic między typem gospodarki socjalistycznej i kapitalistycznej, że nie uwzględniają tępa, pomoglibyśmy nazwać socjalistyczną teorią wzrostu.

L. M.: Wolałbym odpowiedzieć nie bezpośrednio. Na przykład, jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów ludności gwarantowałoby równowagę [podkreślenie – A. W.]. Dalej: jeżeli chodzi o Polskę, widzę takie problemy – po pierwsze: właśnie zahamowanie eksplozji demograficznej, po drugie: rozwijanie długofalowej polityki energetycznej, opartej o własne surowce – w tym przypadku węgiel – z uwzględnieniem problemu ochrony środowiska.

B.: Jak wyobraża sobie Pan drastyczne zahamowanie rozrodczości?

L. M.: Państwo o ustroju socjalistycznym ma w tej mierze szczególne możliwości. Aparat administracyjny i społeczny może stworzyć warunki przeciwdziałające nadmiernemu przyrostowi ludności.

B.: Czy nie wydaje się Panu, że każda rodzina może chcieć kiedyś mieć dzieci i ma do tego prawo?

L. M.: Absurd.

B.: Nie sądzę, by dało się tak całkowicie lekceważyć tradycję i biologię.

L. M.: Łatwo ją zmienić.

B.: A więc odmawia Pan ludziom prawa wolności posiadania potomstwa.

L. M.: Sądzę, że społeczeństwo – zwłaszcza wasze – winno rządzić się logiką. Społeczeństwo winno mieć wpływ na siebie samo. Choćby przez podatki, poprzez utrudnianie nadmiernego wzrostu ludności środkami administracyjnymi. Można stworzyć całą politykę sterującą rozrodczością.

B.: Wciąż mi się zdaje, że nie chce Pan widzieć, czy też, ze nie widzi Pan różnic między tym, co […] wspólnie nazywamy kapitalizmem i socjalizmem.

L. M.: W sprawie granic wzrostu nie. Są oczywiście pewne różnice. W ustroju socjalistycznym może działać więcej skutecznych mechanizmów hamujących nadmierny wzrost. Mogą działać mechanizmy sprzyjające równomiernemu podziałowi dóbr. W państwach kapitalistycznych po prostu dyskryminuje się biednych. Ale społeczeństwa – także wasze – przywiązują coraz większą wagę do konsumpcji indywidualnej. W jakiej mierze jest pobliskie ideologicznemu pierwowzorowi pozostaje waszą sprawą. Na przykład uważam, że rozwijanie w Polsce przemysłu samochodowego i motoryzacji spowoduje – poza innymi szkodliwymi środkami- podział na bogatych i biedniejszych.

B.: Wybaczy Pan, ale mówi Pan z pozycji człowieka bogatego. „samochód” nie wydaje mi się „grzechem socjalizmu”, po prostu daje człowiekowi swobodę poruszania się.

L. M.: Bardzo łatwo jest ignorować konkluzję „wzrostu zerowego”. Zwłaszcza łatwo czyni się to przed wzbogaceniem się, które wiedzie do kryzysu. Jeżeli Polska w ciągu najbliższych pięcioleci wzbogaci się drogą niekontrolowanego wzrostu, znajdzie się w tych samych kłopotach co dzisiaj najbogatsi.

B.: „Raportowi” i chyba nie bez kozery, zarzucano to, że nie uwzględnia czynnika ludzkiego, humanistycznego. Czy sądzi Pan, ze „wzrost zerowy” przyniósłby człowiekowi szczęście, albo wrażając się minimalistycznie: mniej nieszczęść?

L. M.: Wierzę, że „wzrost zerowy” wcześniej czy później stanie się faktem. Wynika to analizy modelu świata. Może ten model jest jeszcze niedoskonały, ale nie jest zupełnie zły. „Zerowy wzrost” da człowiekowi satysfakcję, to pewne. Jeżeli zignorujemy to, czegośmy się już dowiedzieli, czeka nas świat nierówności i centralizacji. Czy sądzi Pan, że byłby to świat szczęśliwy?

B.: W tych zagadnieniach jestem o wiele mniej kompetentny od Pana, nie mniej wydaje mi się, że społeczeństwa, oparte na innych niż zachodnie, fundamentach ekonomicznych i społecznych. Inaczej będą rozwiązywać swoje dylematy wzrostu i jego kontroli.

L. M.: Czułbym się źle, gdybym kurtuazyjnie, jako wasz gość, zgodził się z Panem. Nie mniej żadne prognoza nie jest pewna.

Rozmawiał

ANDRZEJ BONARSKI”

 

Warto zachować te materiały, szczególnie chociażby dla tych, którzy będą nam zarzucali spiskową teorię świata itp.

 

Oddając głos faktom i źródłom zobaczmy, jak prowadzona polityka depopulacyjna (co ciekawe najbardziej widoczna od czasów tzw. upadku komuny, a nie za czasów gierkowskich czy pogierkowskich, gdzie przyrost naturalny był bardzo duży). Jako źródła posłużą nam oficjalne dane publikowane przez Główny Urząd Statystyczny (www.gus.pl). W najnowszych danych omawiających np. pierwsze półrocze 2005 r. czytamy np. o następujących negatywnych zjawiska jak zmniejszanie się liczby ludności, wzrost rozwodów…

„W końcu czerwca 2005 r. ludność Polski liczyła ok. 38161,3 tys. osób, tj. o prawie 19 tys. mniej niż przed rokiem i o 12,5 tys. mniej niż w końcu roku 2004. W I półroczu br. stopa przyrostu rzeczywistego była ujemna i podobnie jak przed rokiem wyniosła -0,03% (liczba ludności zmniejszyła się wówczas o 10 tys.). W dniu 30 czerwca br. w miastach mieszkało 23450,6 tys. ludności (61,5%), na wsi 14710,7 tys. Współczynnik feminizacji wynosił 106,7.

Liczba ludności Polski zmniejsza się od 1999 roku. Przyczyną jest ujemne – praktycznie w całym okresie powojennymi – saldo migracji zagranicznych na pobyt stały oraz – obserwowany od 2002 roku – ujemny przyrost naturalny (ubytek naturalny), tj. rejestrowana jest większa liczba zgonów niż liczba urodzeń.

W okresie styczeń-czerwiec br. [2005] zarejestrowano 183,2 tys. urodzeń żywych, co oznacza wzrost o 5,7 tys. w stosunku do wielkości w analogicznym okresie ub. roku. Należy podkreślić, że po trwającym od 1984 roku spadku liczby urodzeń – bieżący rok jest drugim z kolei, w którym odnotowuje się zwiększoną ich liczbę. Współczynnik urodzeń wzrósł o 0,3 pkt do poziomu 9,6‰. Ludność wiejska charakteryzuje się większą rozrodczością; współczynnik urodzeń kształtował się tam na poziomie 10,5‰, w miastach 9,0‰.

W stosunku do wielkości rejestrowanych w I półroczu ub. roku zwiększyła się także – o 6,3 tys. – liczba zgonów, zmarło 190,4 tys. osób; wzrósł także (o ponad 0,3 pkt) współczynnik zgonów i wyniósł 10,0‰. Wśród ludności mieszkającej na wsi obserwuje się wyższą umieralność; współczynnik zgonów wyniósł tam 10,5‰, w miastach 9,6‰.

Różnica między liczbą urodzeń i zgonów, tj. przyrost naturalny – pozostał ujemny. W stosunku do liczby urodzeń odnotowano o 7,2 tys. więcej zgonów (przed rokiem ubytek naturalny wyniósł 6,6 tys.). Współczynnik przyrostu naturalnego kształtował się na poziomie minus 0,4‰ (przed rokiem -0,3‰); w miastach był także ujemny (-0,6‰), na wsi – dodatni, ale bliski zeru. […]

W okresie minionych 6 miesięcy zawarto 72,3 tys. związków małżeńskich – niewiele więcej (o 0,3 tys.) niż w I półroczu 2004 r. Z liczby tej prawie 70% stanowiły małżeństwa wyznaniowe, tj. zawarte w kościele (związku wyznaniowym) i zarejestrowane w urzędzie stanu cywilnego. Współczynnik małżeństw pozostał na poziomie sprzed roku i wyniósł 3,8‰. – podobnie w miastach i na wsi.

Istotnie, bo o ponad 6 tys. (tj. o ¼ w stosunku do ub. roku) zwiększyła się liczba orzeczonych rozwodów. Rozwiodło się 29,6 tys. par małżeńskich, a w przypadku kolejnych ponad 5 tys. małżeństw orzeczono separację (w I półroczu ub. roku 1,6 tys.). Liczba rozwodów w miastach (23,4 tys.) była prawie 4-krotnie wyższa niż na wsi, w przypadku separacji (3,3 tys.) – prawie 2-krotnie wyższa. Współczynnik rozwodów wzrósł o 0,4 pkt i wyniósł 1,6‰.

 

Podstawowe dane demograficzne prezentuje poniższa tablica:

Wyszczególnienie 1990 1995  

1998

 

1999

 

2000a)

 

2001

 

2002

 

2003

2004 I półrocze
            2004 2005
Ludność w tys. 38183 38609 38667 38654 38254 38242 38219 38191 38174 38180 38161
Przyrost rzeczywisty w tys. 145 29 7 -13 -9 -12 -24 -28 -17 -10 -19
w % 0,38 0,07 0,02 -0,03 -0,02 -0,03 -0,06 -0,07 -0,04 -0,03 -0,04
Przyrost naturalny w tys. 157,4 47,0 20,3 0,6 10,3 5,0 -5,7 -14,1 -7,4 -6,6 -7,2
na 1000 ludności 4,1 1,2 0,5 0,0 0,3 0,1 -0,1 -0,4 -0,2 -0,3 -0,4
Urodzenia w tys. 547,7 433,1 395,6 382,0 378,3 368,2 353,8 351,1 356,1 177,5 183,2
na 1000 ludności 14,4 11,2 10,2 9,9 9,9 9,6 9,3 9,2 9,3 9,3 9,6
Zgony ogółem w tys. 390,3 386,1 375,3 381,4 368,0 363,2 359,5 365,2 363,5 184,1 190,4
na 1000 ludności 10,2 10,0 9,7 9,9 9,6 9,5 9,4 9,6 9,5 9,6 10,0
Zgony niemowląt w tys. 10,6 5,9 3,8 3,4 3,1 2,8 2,7 2,5 2,4 1,3 1,2
na 1000 urodzeń żywych 19,3 13,6 9,5 8,9 8,1 7,7 7,5 7,0 6,8 7,1 6,7
Małżeństwa w tys. 255,4 207,1 209,4 219,4 211,2 195,1 191,9 195,4 191,8 72,0 72,3
na 1000 ludności 6,7 5,4 5,4 5,7 5,5 5,1 5,0 5,1 5,0 3,8 3,8
Rozwody w tys. 42,5 38,1 45,2 42,0 42,8 45,3 45,4 48,6 56,3 23,5 29,6
na 1000 ludności 1,1 1,0 1,2 1,1 1,1 1,2 1,2 1,3 1,5 1,2 1,6

 

  1. a) Począwszy od 2000 r. dane o liczbie ludności oraz dotyczące współczynników na 1000 ludności zostały opracowane w oparciu o wyniki NSP’2002 r.” (Źródło: www.gus.pl/ludnosc)

 

Bardzo ciekawe dane demograficzne znajdujmy w opracowaniach GUSu dotyczących roku 2003 i tendencji demograficznych występujących do tego roku. Już pobieżna analiza tych danych powinna budzić wielki niepokój o kondycję demograficzną Polski. Poniżej obszerne fragmenty opracowania Głównego Urzędu Statystycznego noszącego tytuł: Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do 2003 roku.

„Stan ludności i dynamika przyrostu

Rozwój demograficzny Polski w 2003 r. nie uległ istotnym zmianom w stosunku do trendów obserwowanych na przełomie drugiej połowy lat 90-tych oraz początku tego stulecia. Jest to już piąty z kolei rok, w którym odnotowano ubytek rzeczywisty ludności, a jednocześnie drugi, w którym wystąpił ujemny przyrost naturalny. W latach 1999-2003 – w wyniku niskiego przyrostu naturalnego oraz ujemnego salda migracji zagranicznych – liczba ludności Polski zmniejszyła się o ok. 89 tys. Tempo przyrostu ludności było ujemne i wynosiło: od -0,03% w 1999 r. do -0,08% w 2003 r., co oznacza szybszy spadek liczby ludności kraju.

Szacuje się, że w końcu 2003 roku liczba ludności Polski wynosiła 38189 tys. osób. Szacunek ten został opracowany na bazie wyników ostatecznych Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań z maja 2002 roku. Spis ludności wykazał liczbę ludności o około 400 tys. mniejszą (1,1%) w stosunku do bilansów ludności na koniec 2001 roku, prowadzonych na bazie poprzedniego spisu. Istotne zmiany wystąpiły także w strukturze ludności według wieku, w szczególności dotyczyły zmniejszenia liczby osób w wieku wysokiej aktywności zawodowej.

W poszczególnych województwach skala rozbieżności między wynikami spisu a danymi z bilansów ludności dotyczących końca 2001 r. była zróżnicowana. Generalnie, w spisie 2002, odnotowano większą liczbę ludności w woj. mazowieckim (o +0,8%) – dotyczyło to głównie aglomeracji warszawskiej, natomiast znacząco mniejsza liczba ludności wystąpiła w woj.: śląskim (o -1,9%), dolnośląskim (o -2,1%), zachodniopomorskim (o -2,1%) oraz o -2,8% w woj. warmińsko-mazurskim.

 

Ludność [Polski do 2003]

 

 

Województwa

Ludność w tysiącach Średnioroczne tempo przyrostu
stan w dniu 31. 12 (ubytku) ludności w %
           
2001 2002 2003a) 2001 2002 2003
Polska 38242,2 38218,5 38188,6 -0,03 -0,06 -0,08

[…]

Bezpośrednią przyczyną zmniejszania się liczby ludności jest znaczący spadek liczby urodzeń. Od 1993 r. urodzenia kształtują się na poziomie poniżej 500 tys., a od 1998 r. – poniżej 400 tys. Umieralność nie ulega istotnym zmianom. Z szacunku wynika, że w 2003 roku zmarło o 14 tys. więcej osób niż urodziło się (w 2002 r. ujemny przyrost naturalny wynosił 6,0 tys.).

Ruch naturalny ludności w latach 1989-2003

Saldo długookresowych migracji zagranicznych na pobyt stały – ujemne dla Polski w całym okresie powojennym – w 2003 r. osiągnęło poziom minus 16 tys. osób. […]

 

Urodzenia

Liczba urodzeń w Polsce maleje nieprzerwanie od 1984 roku. Od 1993 r. kształtuje się na poziomie poniżej 500 tys., a od 1998 r. – poniżej 400 tys. Szacuje się, że w 2003 r. liczba urodzeń żywych wyniosła 351 tys., tj. o 2,5 tys. mniej niż w 2002 r. i o ok. 36% mniej niż w 1990 r. oraz o ponad połowę mniej niż w 1983 r., który był szczytowym rokiem ostatniego wyżu demograficznego. W 2003 r. współczynnik urodzeń wynosił 9,2‰ i był o 5,1 pkt. niższy niż w 1990 r. Zmniejszanie się liczby urodzeń dotyczy zarówno rodzin zamieszkałych w miastach, jak i rodzin wiejskich.

Obserwowany w latach 90-tych okres depresji urodzeniowej w dalszym ciągu pogłębia się. Od 1989 r. poziom reprodukcji nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń.

 

Współczynniki dzietności w latach 1990-2002

W latach 90-tych nastąpiło przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat. Jest to wynikiem wyboru, jakiego coraz częściej dokonują ludzie młodzi decydując się najpierw na osiągnięcie określonego poziomu wykształcenia oraz stabilizacji ekonomicznej, a dopiero potem na założenie rodziny oraz jej powiększenie. Przeciętny wiek kobiet, które w 2002 r. urodziły dziecko wynosił 27,2 lat – niewiele więcej niż w latach 90-tych, natomiast wzrósł o 1 rok – do 24,6 lat – wiek kobiet rodzących pierwsze dziecko.

W 2002 r. współczynnik dzietności wynosił 1,25 i był najniższy od ponad 50 lat [!!!]. Na dzietność kobiet w istotnym stopniu wpływa liczba zawieranych związków małżeńskich. Zdecydowana większość dzieci (prawie 86%) rodzi się w rodzinach tworzonych przez prawnie zawarte związki małżeńskie – w początkowych latach trwania małżeństwa. Jednakże, z ankietowych badań rodzin wynika, że model rodziny polskiej upodabnia się do wzorców zachodnioeuropejskich – nie należy więc oczekiwać powrotu do wysokiej dzietności – o czym szerzej w części dotyczącej prognozy ludności.

Od kilkunastu lat wzrasta odsetek urodzeń pozamałżeńskich. Na początku lat 90-tych ze związków pozamałżeńskich rodziło się ok. 6-7% dzieci, zaś w ostatnich latach 13-15% – co oznacza ponad dwukrotny wzrost. Spośród urodzeń pozamałżeńskich odsetek dzieci urodzonych przez wdowy i kobiety rozwiedzione nie zmienił się i wynosi niespełna 2%; natomiast dwukrotnie wzrósł udział matek o stanie cywilnym panna. Należy zaznaczyć, że współczynnik dzietności pozamałżeńskiej wzrasta, przy czym – jak zostało wcześniej wspomniane – zmniejsza się systematycznie ogólny współczynnik dzietności dla Polski. […]

Małżeństwa

Szacuje się, że w 2003 r. zawartych zostało ponad 195 tys. nowych związków małżeńskich (o ponad 3 tys. więcej niż w 2002 r.). Współczynnik małżeństw nieznacznie wzrósł do poziom 5,1‰; niższa jest częstość zawierania małżeństw w miastach. Około 75% prawnie zawieranych związków stanowią małżeństwa wyznaniowe, tj. zawarte w kościołach i jednocześnie zarejestrowane w urzędach stanu cywilnego.

Wśród nowozawartych związków małżeńskich około 87% stanowią małżeństwa pierwsze, tj. panien z kawalerami. Średni wiek kobiet wstępujących po raz pierwszy w związek małżeński wynosił w 2002 r. ok. 24,2 lat, wobec ok. 23 lat w połowie lat 90 – tych, wśród kawalerów również wzrósł (o ponad 1 rok) do 26,5 lat.

Rozwody

Przyczyną ok. 22% przypadków ustania małżeństwa jest rozwód. Według szacunków, w 2003 r. rozwiodło się ok. 47 tys. par małżeńskich (w 2002 r. ponad 45 tys.). Przeciętnie na 1000 istniejących małżeństw 5 zostało rozwiązanych na drodze sądowej. Współczynnik rozwodów utrzymał się na poziomie sprzed roku – 1,2‰ i jest jednym z najniższych w Europie. W miastach natężenie rozwodów jest trzy razy wyższe niż na wsi.

Liczba rozwodów w latach 1985-2003

 

 

W ponad 2/3 przypadków powództwo o rozwód wnosi kobieta. Natomiast orzeczenie rozwodu z winy żony następuje w niespełna 3% przypadków, a najczęściej wina nie jest orzekana (ponad 70% rozwodów). Najczęstsze przyczyny rozwodów to alkoholizm (męża), zdrada lub trwały związek uczuciowy z inną osobą, brak zainteresowania rodziną oraz znęcanie się fizyczne.

W 2003 r. wobec ponad 3 tys. małżeństw sądy orzekły separację, (o ok. 0,3 tys. więcej niż w 2002 r.), w tym dla kilkunastu par małżeńskich separacja została zniesiona.

Umieralność

Szacuje się, że w 2003 r. zmarło ok. 365 tys. osób, tj. o prawie 6 tys. więcej niż w 2002 r. Współczynnik zgonów kształtował się na poziomie 9,6‰ (w 2002 r. – 9,4‰). W ogólnej liczbie osób zmarłych 47% stanowiły kobiety. Od 1991 r. obserwowany był systematyczny spadek liczby zgonów – z wyjątkiem wyraźnego załamania tendencji w 1999 r. oraz w roku minionym.

W dalszym ciągu w Polsce prawie 80% zgonów spowodowanych jest chorobami określanymi mianem cywilizacyjnych (choroby układu krążenia, nowotwory złośliwe oraz wypadki, urazy i zatrucia). […]

            Nadal zmniejsza się liczba zgonów niemowląt. Według szacunków w 2003 r. zmarło ok. 2,5 tys. dzieci w wieku poniżej 1 roku, czyli o około 0,2 tys. mniej niż w 2002 r. i o 8,1 tys. mniej niż w 1990 r. […]

            Trwanie życia

Obserwowana w latach 90-tych stała poprawa sytuacji w zakresie umieralności w pozytywny sposób wpływa na przeciętną długość trwania życia Polaków. Przewiduje się, że przy niezmienionych warunkach wymierania populacji – zgodnych z obserwowanymi w 2002 r. – urodzeni w 2002 r. chłopcy osiągną średnio wiek 70,4 roku, dziewczynki zaś 78,8 roku.

W stosunku do 1991 r. trwanie życia mężczyzn wydłużyło się o 4 lata, zaś kobiet o ponad 3 lata. Nadal różnica między trwaniem życia mężczyzn i kobiet w Polsce jest duża (ponad 8 lat), podczas gdy średnia europejska wynosi 5-6 lat. Także wiek dożywania w Polsce jest niższy niż w krajach skandynawskich i zachodnio-europejskich (dla kobiet niższy o 4-5 lat, zaś dla mężczyzn o 6-7 lat)[podkreślenie – A. W.].

Przeciętne trwanie życia w latach 1950-2002

[…]

Struktura płci i wieku ludności

[…] Rezultatem przemian społeczno-demograficznych w latach 90-tych było gwałtowne zmniejszanie się liczby dzieci i młodzieży (0‑17 lat) z 11318 tys. w 1990 r. do 8663,7 tys. w 2002 r. Udział tej grupy osób w ogólnej liczbie ludności obniżył się do ok. 22,0% (z 29,7% w końcu 1990 r.). Dzieci w wieku poniżej 15 lat stanowią obecnie niewiele 17% ogólnej populacji wobec prawie 25% w 1990 r. Szczególnie duże zmiany można zaobserwować w grupie osób w wieku produkcyjnym (kobiety w wieku 18-59 lat, mężczyźni – 18-65 lat). Liczba osób w wieku produkcyjnym w latach 1990-2002 wzrosła o ponad 1,8 mln osób – do poziomu 23789,8 tys. Zwiększył się także o ponad 5 punktów procentowych odsetek osób w wieku zdolności do pracy w ogólnej liczbie ludności – do poziomu ok. 63% w końcu 2003 r.

Wśród osób będących w wieku produkcyjnym, największe zmiany dotyczyły ludności w wieku niemobilnym, powyżej 44 roku życia. Liczba ludności w tym wieku zwiększyła się o ponad 1,7 mln. Jest to związane z przejściem do wieku niemobilnego osób urodzonych w okresie wyżu demograficznego w połowie lat 50-tych, czyli ukończeniem przez te osoby co najmniej 45 roku życia. Obserwowany jest także dalszy wzrost liczby osób w wieku emerytalnym (mężczyźni 65 lat i więcej, kobiety 60 lat i więcej). Liczba tych osób wzrosła o ponad 1 mln w porównaniu do początku lat 90-tych. W końcu 2003 r. odsetek tej grupy ludności w ogólnej populacji wyniósł ok. 15% (w 1990 r. niespełna 13%). Udział osób w wieku 65 lat i więcej (razem mężczyzn i kobiet) stanowił ok. 13% wobec 10,2% w 1990 r. Obecnie na 100 osób w wieku produkcyjnym przypada 60 osób w wieku nieprodukcyjnym, tj. 24 osoby w wieku poprodukcyjnym oraz 36 osób w wieku do 17 lat (w 1990 r. 74 osoby – odpowiednio 22 i 52).

Należy wyjaśnić, że wspomniane zmiany w strukturze ludności według wieku dla lat 2002 i 2003 uwzględniają także efekt różnic uzyskanych w spisie ludności 2002 w stosunku do wyników bilansów ludności poprzedzających spis. Generalnie wyniki spisu wykazały mniejszą ogólną liczbę ludności o 400 tys. oraz mniejsze liczby osób w poszczególnych grupach wieku: przedprodukcyjnego – o 118 tys., produkcyjnego – o 291 tys. Natomiast liczba osób w wieku poprodukcyjnym praktycznie nie różniła się.

W porównaniu z innymi krajami europejskimi ludność Polski jest nadal młoda w sensie demograficznym, jednakże mediana wieku zwiększa się z każdym rokiem; na początku lat 90-tych wynosiła 33,9 dla kobiet i 31,2 dla mężczyzn; zaś w 2002 r. – odpowiednio 38,0 oraz 33,9.

Stan cywilny

Zgodnie z wynikami spisu z 2002 roku w zakresie stanu cywilnego – wśród ludności w wieku 15 lat i więcej dominowały osoby o stanie cywilnym prawnym zamężna/żonaty (ponad 55% kobiet i 60% mężczyzn), spośród których zdecydowana większość (ponad 97%) pozostawała w związku małżeńskim.

Kolejna grupa stanu cywilnego wśród kobiet (25%) to panny, w miastach także stanowiły ponad ¼ mieszkanek, na wsi niespełna 23%. Wśród kawalerów jest odwrotnie – więcej ich mieszkało na wsi (ponad 35% mężczyzn w wieku 15 lat i więcej), w mieście niecałe 32%. Dysproporcja między miastem a wsią jest bardziej wyraźna wówczas, gdy odniesiemy do siebie liczby kawalerów i panien; na 100 kawalerów na wsi przypadało 66 panien, podczas gdy w mieście – 89. Szczególnie jest to widoczne w grupach wieku charakteryzujących się największą intensywnością zawierania małżeństw, np. jeszcze w grupie wieku 20-24 lata – na 100 kawalerów na wsi przypadało 70 panien, ale już dla starszych –  wskaźnik gwałtownie się obniża. […]

Osoby owdowiałe to ponad 9% ogółu ludności dorosłej. Odsetek wdów jest ponad pięciokrotnie wyższy w porównaniu z odsetkiem wdowców (ponad 15% i prawie 3%). Jest to konsekwencja dłuższego – o około 8 lat – trwania życia kobiet niż mężczyzn. Odsetek osób owdowiałych jest wyższy na wsi (ponad 3% mężczyzn i prawie 17% kobiet) niż w mieście (odpowiednio 3% i ponad 14%).

Spis 2002 wykazał, że 314 tys. osób (prawie 3%) spośród żonatych mężczyzn i zamężnych kobiet zrezygnowało z życia w prawnie zawartym związku, przy czym około 17 tys. mężczyzn i 13 tys. kobiet stworzyło inne związki partnerskie, a pozostali żyją w separacji faktycznej.

 

 

W stosunku do 1988 roku nastąpiły istotne zmiany dotyczące struktury ludności według stanu cywilnego faktycznego, wynikające przede wszystkim ze znacznego przyrostu liczby ludności pozostającej w stanie cywilnym kawaler/panna oraz zmniejszenia się liczby osób pozostających w związku małżeńskim na wsi. Zjawisko to, obserwowane zarówno w latach 90-tych, jak i obecnie, wynika ze zmian, jakie dokonały się w postawach młodych ludzi – odraczanie decyzji małżeńskich ze względu na trudną sytuację społeczno-ekonomiczną kraju oraz przyznawanie priorytetu nauce i karierze zawodowej. […]

Migracje ludności

[…]

Na podstawie bieżących badań migracji zagranicznych statystyka podaje liczbę osób przyjeżdżających do Polski z zagranicy na pobyt stały (imigracja stała) oraz liczbę osób wyjeżdżających na stałe z Polski (emigracja definitywna). Szacuje się, że w 2003r. w Polsce osiedliło się 6,7 tys. osób, a opuściło kraj 22,5 tys. osób. Saldo migracji w latach 1990-2003 było ujemne i kształtowało się w granicach od niespełna minus 12 tys. (w 1997r.) do prawie minus 20 tys. (w 2000r.). Według szacunków w 2003r. saldo to wynosiło minus 15,8 tys. co oznacza, że więcej osób wyjechało na stałe za granicę niż przyjechało do Polski. […]

Gospodarstwa domowe

W 2002 roku istniało w Polsce 13337 tys. gospodarstw domowych, tj. o 11,4% więcej w porównaniu do 1988 roku. Żyło w nich prawie 99% ludności kraju. W ciągu ostatnich 14 lat liczba gospodarstw domowych w miastach zwiększyła się o 14% do 8964,5 tys., na wsi było 4372,5 tys. – o 6,5% gospodarstw więcej niż w 1988 r. Zmniejszyła się natomiast przeciętna liczba osób w gospodarstwie domowym: w 2002 r. wynosiła 2,8 osoby, w 1988 r. – 3,1. W 2002 r. gospodarstwo domowe w miastach tworzyło średnio 2,6 osób, na wsi – 3,3 osób.

Zmieniła się także struktura gospodarstw domowych według wielkości. W okresie międzyspisowym największy przyrost odnotowano w przypadku gospodarstw jednoosobowych – odsetek wzrósł o prawie 7 pkt do poziomu 25%. Wzrosła także – nieznacznie – liczba gospodarstw dwuosobowych (w 2002 r. – 309,7 tys., tj. 23,2% ogółu gospodarstw); wyraźnie natomiast zmniejszył się odsetek gospodarstw trzy i więcej osobowych (w 2002 r. – nieco ponad 50%, a w 1988 r. – blisko 60%). Zmiany w strukturze gospodarstw związane są z sytuacją społeczno-gospodarczą kraju, m.in. niesprzyjającą zakładaniu rodziny. Konsekwencją tego jest więc zmniejszająca się liczba zawieranych małżeństw oraz spadek liczby urodzeń.

Struktura gospodarstw domowych według wielkości w latach 1988 i 2002

Zdecydowana większość (prawie 74%) gospodarstw domowych to gospodarstwa rodzinne (w 1988 r. stanowiły one 80% wszystkich gospodarstw), z których 94% stanowiły gospodarstwa jednorodzinne, 6% – dwurodzinne (gospodarstwa trzy i więcej rodzinne – głównie na wsi – stanowiły zaledwie 0,3%). Istotnie natomiast zwiększył się odsetek gospodarstw nierodzinnych – z 20% w 1988 r. do ponad 26% w 2002 r.

Rodziny

Liczba rodzin żyjących w 2002 roku w Polsce wynosiła 10457,6 tys. z tego 63% zamieszkiwało w miastach, a pozostałe 37% na wsi. Dla porównania w 1988r. liczba rodzin wynosiła 10226 tys., zatem w 2002r. liczba rodzin była wyższa o 2,3%, przy czym w miastach nastąpił wzrost o blisko 3,6%. Najwięcej było małżeństw z dziećmi (5860,3 tys.), stanowią one 56% wszystkich polskich rodzin, chociaż ich liczba jest mniejsza niż w 1988 r. (spadek o około 6 punktów procentowych). Liczba małżeństw bez dzieci pozostaje w porównaniu do 1988 r. praktycznie na niezmienionym poziomie – odsetek ten wynosi prawie 23% ogółu rodzin. Nowym typem związków, po raz pierwszy badanym w spisie 2002, są związki partnerskie – 197,4 tys. (blisko 2% ogółu rodzin). Ponad połowę rodzin tego typu tworzą rodziny z dziećmi. […]

W 2002 roku istniało 2030,1 tys. rodzin niepełnych, tj. o 456,3 tys. więcej niż w 1988r. Zdecydowana większość rodzin niepełnych mieszka w miastach – 68,7%. Samotne matki z dziećmi stanowiły w 2002r. 17,2% ogółu rodzin, zaś ojcowie z dziećmi – 2,2% (w1988 r. odpowiednio – 13,7% i 1,7%). […]

Główną przyczyną powstawania rodzin niepełnych jest rozpad związku małżeńskiego na skutek owdowienia jednego z małżonków lub rozwodu oraz bardzo rzadko separacji.”

PROGNOZA LUDNOŚCI DO 2030 ROKU

Założenia do prognozy ludności są wynikiem ustaleń ekspertów Głównego Urzędu Statystycznego, Rządowej Rady Ludnościowej i Komitetu Nauk Demograficznych Polskiej Akademii Nauk.

Prowadzone przez demografów badania i analizy wskazują, że trwający od kilkunastu lat spadek rozrodczości jeszcze nie jest procesem zakończonym i dotyczy w coraz większym stopniu kolejnych roczników młodzieży [podkreślenie – A. W.]. Wśród przyczyn tego zjawiska wymienia się: zwiększone zainteresowanie zdobywaniem wykształcenia, trudności na rynku pracy, zmniejszenie świadczeń socjalnych na rzecz rodziny, brak w polityce społecznej filozofii umacniania rodziny i generalnie trudne warunki społeczno-ekonomiczne, w jakich znalazło się pokolenie w wieku prokreacyjnym. Zgodnie z opiniami ekspertów, w najbliższych latach należy liczyć się z dalszym spadkiem współczynnika dzietności, z obecnej średniej 1,25 dziecka na kobietę do około 1,10 w 2010 r., po czym w latach 2010-2020 można oczekiwać niewielkiego wzrostu dzietności do wartości około 1,20.

 

Dzietność i trwanie życia do 2030 r.

Wyszczególnienie 2002 2010 2020 2030
Dzietność 1,25 1,10 1,20 1,20
Trwanie życia ogółem 74,5 76,9 78,7 80,0
mężczyzn 70,4 73,3 75,8 77,6
kobiet 78,8 80,6 81,8 83,3

[…]

Liczba urodzeń będzie ulegać niewielkim wahaniom aż do około 2020 r., po czym spadek stanie się większy, gdyż w wiek największej rozrodczości wejdą mało liczebne roczniki z przełomu stuleci. W całym okresie prognostycznym w wyniku małej liczby urodzeń i przy niewielkim wzroście liczby zgonów przyrost naturalny będzie ujemny, a po roku 2020 zjawisko to będzie się jeszcze pogłębiać.

W najbliższych latach wzrośnie nieco skala migracji zagranicznych, stąd zwiększy się nieznacznie ujemne saldo migracji, z obecnych kilkunastu tysięcy osób rocznie do 24 tysięcy osób około 2010 r.

Liczba ludności zmniejszy się do 2020 r. w stosunku do końca 2002 r. o milion osób, a w następnej dekadzie (2020-2030) o kolejne półtora miliona. Ubytek ludności dotknie przede wszystkim miast, głównie z powodu mniejszej dzietności w miastach niż na wsi, ale też na skutek nowego zjawiska, jakim jest przemieszczanie się części ludności miejskiej na tereny wiejskie na obrzeżach miast. W stosunku do stanu obecnego, do 2030 r. liczba ludności w miastach zmniejszy się w sumie o 3 miliony osób, a na wsi wzrośnie o pół miliona.

Urodzenia i zgony w latach 1989-2003 oraz prognoza do 2030 r.

Malejąca dzietność i wzrastająca długość życia powodują starzenie się społeczeństwa. Średni wiek mieszkańca Polski, który wynosił w 2002 r. 36,7 roku wzrośnie do 2030 r. do 45,5 lat, z tendencją do dalszego wzrostu. Zmiany w strukturze wieku ludności, zwłaszcza te wynikające z przesuwania się wyżów i niżów, mają istotne konsekwencje w wielu dziedzinach życia, sprawiając, że niektóre problemy społeczne ulegają zaostrzeniu, czego przykładem jest malejąca liczba dzieci i młodzieży, co prowadzi do likwidacji części szkół w małych miejscowościach.

Ten trend na szczęście wygasa, gdyż liczba urodzeń stabilizuje się, a za kilka lat ustabilizuje się także liczba dzieci w szkołach podstawowych. Natomiast systematycznie będzie malała liczba młodzieży w wieku 16-24 lata, z obecnych prawie 6 mln do 4 mln w 2015 r. oraz 3 mln w 2030 r. W najbliższych latach utrudni to działalność wielu szkół, ale też ułatwi młodzieży dostanie się na uczelnie i stanie się szansą na dalsze powiększanie się odsetka osób zdobywających wykształcenie średnie i wyższe. Zmniejszy się także napór na rynek pracy, przyczyniając się do zahamowania wzrostu bezrobocia, a następnie do zmniejszenia się jego rozmiarów.

 

Ludność według płci i wieku w 2002 i 2030 r.

Istotne przesunięcie nastąpi w proporcjach między liczbami osób w wieku produkcyjnym i poprodukcyjnym. W latach 2003-2010 liczba ludności w wieku produkcyjnym, która wynosiła w 2002 r. 23,8 mln wzrośnie o prawie milion, zaś w wieku poprodukcyjnym wzrośnie z obecnych 5,8 do 6,4 mln osób, czyli o 600 tys. W okresie następnych 20 lat liczba ludności w wieku produkcyjnym będzie systematycznie maleć aż do poziomu 20,8 mln w 2030 r., a w wieku poprodukcyjnym – rosnąć aż do 9,6 mln. Łączna liczba osób w wieku nieprodukcyjnym przypadających na 100 osób w wieku produkcyjnym zwiększy się z 60 do 72 (a więc tzw. obciążenie ekonomiczne wzrośnie o jedną piątą). Okres po 2020 roku będzie charakteryzował się gwałtownym starzeniem się ludności [ podkreślenia – A. W.].

Znaczny przyrost nastąpi w najstarszych grupach wieku. Liczba osób w wieku 85 lat i więcej wzrośnie do 2010 r. o 50 procent i osiągnie pół miliona, a w 2030 r. dojdzie do prawie 800 tysięcy.

Rosnąca liczba i udział ludzi starych w ogólnej liczbie ludności Polski będzie miał wpływ nie tylko na system świadczeń społecznych zabezpieczanych przez państwo, ale też na kształtowanie się rynku dóbr i usług zakupywanych w celu zaspokajania rozmaitych potrzeb tej grupy ludzi. Należy się spodziewać, że w przyszłości jeszcze większy będzie popyt na usługi medyczne i opiekę socjalną, ale też prawdopodobnie spowoduje zmiany w innych obszarach życia społecznego, np. związane ze spędzaniem czasu wolnego. W dalszej przyszłości potrzeba będzie jeszcze więcej ośrodków opieki, lekarzy i pielęgniarek, chociaż – być może – rozwiną się zautomatyzowane systemy monitorowania zdrowia i sprawowania opieki medycznej.”

****

Szersze informacje na ten temat publikowane będą w Rocznikach Demograficznych 2003 i 2004, Roczniku Statystycznym GUS oraz Rocznikach Statystycznych poszczególnych województw.

Opracowanie – Departament Statystyki Społecznej:

Joanna Stańczak – naczelnik wydziału

Dorota Szałtys – główny specjalista

Lech Bolesławski – naczelnik wydziału

Akceptacja

Lucyna Nowak – Zastępca Dyrektora Departamentu

Warszawa, dnia 30.01.2003 r.

http://www.stat.gov.pl/dane_spol-gosp/ludnosc/demografia/archiwum.htm

 

WYBRANE ZAGADNIENIA DEMOGRAFICZNE POLSKI

Dane Głównego Urzędu Statystycznego ukazują problemem demograficzny Polski. Widać to chociażby na przykładzie zestawienia dzietności kobiet za lata 1960-2003. Współczynnik dzietności w roku 2003 osiągnął praktycznie najniższą wartość w Europie 1,22 dziecka na kobietę. Jest on niższy niż w okresie wojennym! Co to oznacza? Ni mniej ni więcej, że nie ma już prostej zastępowalności pokoleń. Więcej osób w Polsce umiera niż się rodzi, czyli Polaków ubywa!

 

Tabel. Dzietność kobiet w latach 1960-2003

 

Lata Urodzenia żywe na 1000 kobiet w grupach wieku Współ- czynnik dziet- ności Przeciętny wiek rodzących kobiet Przeciętny wiek kobiet rodzących pierwsze dziecko
15-19 20-24 25-29 30-34 35-39 40-44 45-49
1960 45,0 199,0 165,0 103,0 60,0 22,0 2,0 2,980 27,5 25,0
1965 32,0 184,0 144,0 84,0 43,0 15,0 2,0 2,520 27,4 23,5
1970 30,0 165,0 126,0 71,0 36,0 11,0 1,0 2,200 26,3 22,8
1971 29,0 171,0 130,0 72,0 36,0 11,0 1,0 2,250 27,7 22,7
1972 27,0 168,0 134,0 71,0 35,0 11,0 1,0 2,240 26,1 22,9
1973 28,0 169,0 136,0 71,0 35,0 11,0 1,0 2,260 26,0 22,9
1974 30,0 170,0 136,0 71,0 34,0 10,0 1,0 2,260 25,8 22,8
1975 31,4 170,1 136,5 71,4 33,9 10,0 0,7 2,270 25,8 23,0
1976 33,0 174,0 137,5 72,6 32,9 9,5 0,7 2,302 25,8 23,1
1977 33,6 169,4 133,0 69,9 30,6 8,7 0,8 2,230 25,8 23,1
1978 33,7 170,3 132,2 69,5 28,9 7,9 0,6 2,205 25,8 23,2
1979 34,0 174,1 134,5 69,9 29,3 7,8 0,6 2,280 25,9 23,3
1980 32,9 179,6 136,4 69,1 29,0 7,5 0,6 2,276 26,0 23,4
1981 32,1 177,6 133,6 66,8 28,9 7,4 0,5 2,235 26,1 23,5
1982 34,2 184,9 137,3 70,3 32,0 7,8 0,6 2,336 26,3 23,6
1983 34,9 189,1 146,5 73,1 31,9 7,2 0,5 2,416 26,5 23,7
1984 35,7 185,5 142,8 71,8 31,0 7,0 0,5 2,372 26,6 23,7
1985 35,1 182,6 140,7 69,9 30,2 6,9 0,5 2,329 26,7 23,8
1986 32,8 174,9 134,1 66,1 28,3 6,8 0,4 2,217 26,8 23,8
1987 32,2 171,6 129,5 63,1 27,2 6,9 0,4 2,154 26,8 23,7
1988 31,6 168,5 128,6 62,9 26,3 6,8 0,4 2,126 26,8 23,7
1989 30,9 168,0 124,8 60,2 24,9 6,3 0,4 2,078 26,8 23,6
1990 31,5 165,2 121,4 58,6 24,5 6,2 0,3 2,039 26,7 23,5
1991 32,2 164,0 122,3 59,8 25,2 6,2 0,3 2,049 26,7 23,4
1992 29,3 150,2 117,9 57,7 24,5 6,0 0,4 1,992 26,7 23,4
1993 27,2 138,0 114,2 57,9 25,4 6,3 0,4 1,847 26,9 23,4
1994 25,5 128,6 113,4 59,0 26,2 6,5 0,3 1,798 27,0 23,4
1995 22,0 113,0 104,5 53,7 23,2 5,5 0,3 1,611 26,9 23,5
1996 21,1 107,6 103,9 54,6 23,2 5,5 0,3 1,580 26,9 23,6
1997 19,5 100,7 100,0 53,4 22,3 5,3 0,3 1,513 26,9 23,7
1998 18,7 92,6 96,2 52,2 21,2 4,9 0,2 1,431 26,6 23,8
1999 17,5 85,6 92,8 51,1 21,1 4,9 0,2 1,366 26,9 24,0
2000 17,0 83,3 94,6 51,7 21,4 4,8 0,2 1,368 26,9 24,2
2001 15,9 76,0 92,3 52,4 21,5 4,8 0,2 1,315 26,6 24,3
2002 15,2 68,4 88,8 51,8 21,4 4,7 0,2 1,249 27,2 24,6
2003 14,5 64,1 88,1 52,9 20,9 4,6 0,2 1,222 27,3 24,9

Źródło: GUS.

 

Zauważmy, iż oprócz dramatycznie niskiego współczynnika dzietności (1,22 dziecka na kobietę) zwiększa się w ostatnich latach statystyczny wiek kobiet, które rodzą pierwsze dziecko z 23,4 w roku 1991, do prawie 25 lat w 2003 r. Jest to tendencja o tyle niepokojąca, że według medycyny prawdopodobieństwo powikłań porodowych, chorób płodu zwiększa się wraz z wiekiem rodzącej kobiety (szczególnie jeśli chodzi o pierwsze dziecko). Jednakże daleko niebezpieczniejsza – z demograficznego punktu widzenia – jest obserwowana zależność: im późniejszy wiek urodzenia pierwszego dziecka tym mniejsze prawdopodobieństwo, iż dana kobieta będzie miała tych dzieci więcej. To prawdopodobieństwo gwałtownie maleje jeśli chodzi o posiadanie 3. dzieci nie mówiąc już o większej ich liczbie.

Dane ukazane w tabeli i poniższym wykresie ukazują tendencję ostatnich lat, która to powoduje, iż pierwsze dziecko zaczynają rodzić kobiety w coraz późniejszym wieku. Obecnie akcent przesuwa się z przedziału wiekowego 20-25 lat (przypomnijmy – najkorzystniejszego z punktu widzenie demografii i medycyny), na przedział wiekowy 25-30 lat.

 

Źródło: GUS.

 

Zawarte małżeństwa

Bardzo ciekawa jest analiza ilości zawieranych małżeństw (i rozwodów). Jak widać na poniższym wykresie w okresie powojennym występował bardzo duży (zważywszy na ubytek wojenny ludności polskiej) poziom zawierania małżeństw (ponad 280 tys. małżeństw w roku 1946). Z pewnością wiele osób licząc na zakończenie wojny, zaraz po jej zakończeniu zdecydowało się na zawarcie małżeństwa. Zwraca tu uwagę fakt dużej przewagi małżeństw zawartych w wioskach od tych zawartych w miastach (obecnie od wielu lat tendencja jest odwrotna). Jeżeli przypomnimy, iż polityka demograficzna okupantów: niemieckiego i sowieckiego nastawiona była przede wszystkim na mordowanie elity narodu, czyli głównie mieszkańców miast, z jednoczesnym wykorzystywaniem ludności wiejskiej do pracy i produkcji żywności to tendencja ta staje się w pełni zrozumiała.

Wzrost zawieranych małżeństw obserwujemy także w okresie gierkowskim w latach siedemdziesiątych i początku lat osiemdziesiątych. Wiązało się to zapewne nie tyle z chwilowym ożywieniem gospodarczym, lecz z faktem, iż w latach tych „dorósł” wyż urodzeniowy z połowy lat pięćdziesiątych (rok 1955 był rokiem gdzie się urodziło najwięcej ludzi w całym okresie powojennym, prawie 800 tys.).

 

Źródło: GUS.

 

W ostatnich latach ilość zawieranych małżeństw jest wyraźnie mniejsza. Jednocześnie obserwuje się wyraźny (i duży) wzrost związków partnerskich i rozwodów. Co z demograficznego punktu widzenia osłabia dzietność i oraz morale narodu. Wzrost rozwodów obserwowany wyraźnie od początku lat siedemdziesiątych po krótkim zmniejszeniu się w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, wykazuje znów tendencję wzrostową. Stałą cechą rozwodów jest kilkakrotnie większa ich liczba w miastach niż na wioskach, co z pewnością ma związek z poziomem religijności, obyczajowości, tradycji, presji społecznej różnej w miejskich, anonimowych środowiskach, bardziej liberalnych w dziedzinie religijnej, moralnej od środowisk wiejskich.

Źródło: GUS

 

Urodzenia

Analizując urodzenia widzimy nie tylko ich małą ilość (niespełna 353 tys. urodzeń – w tym 351 żywych – w 2003 r.; przypomnijmy, iż w roku 1955 urodzeń było prawie 800 tys., ponad 700 tys. w roku 1983), ale zwiększający się wyraźnie odsetek urodzeń pozamałżeńskich (4,8% w roku 1980 do 15,8% w roku 2003), o czym wspomnieliśmy już wyżej.

 

Tabl. Urodzenia w latach 1970-2003.

Lata Ogółem Żywe Martwe Żywe w % ogółu urodzeń Pozamałżeńskie w % urodzeń żywych
razem małżeńskie pozamał- żeńskie
1970 554201 547819 520317 27502 6382 98,8 5,0
1975 652467 646381 615743 30638 6086 99,1 4,7
1980 701553 695759 662556 33203 5794 99,2 4,8
1985 685305 680091 646143 33948 5214 99,2 5,0
1990 551660 547720 513685 34035 3940 99,3 6,2
1991 551455 547719 511428 36291 3736 99,3 6,6
1992 518669 515214 478178 37036 3455 99,3 7,2
1993 497708 494310 453722 40588 3398 99,3 8,2
1994 485098 481285 438079 43206 3813 99,2 9,0
1995 436312 433109 392106 41003 3203 99,3 9,5
1996 431211 428203 384655 43548 3008 99,3 10,2
1997 415166 412635 367349 45286 2531 99,4 11,0
1998 398103 395619 349923 45696 2484 99,4 11,6
1999 384379 382002 337314 44688 2377 99,4 11,7
2000 380476 378348 332451 45897 2128 99,4 12,1
2001 370247 368205 319879 48326 2042 99,4 13,1
2002 355526 353765 302756 51009 1761 99,5 14,4
2003 352785 351072 295530 55542 1713 99,5 15,8

Źródło: GUS.

 

Ilość urodzeń pozamałżeński jest wyraźnie większy w miastach niż na wioskach i mniejszych miejscowościach (podobnie jak ilość rozwodów), co ilustruje poniższy wykres.

Źródło: GUS.

 

Wiek produkcyjny

 

Problem demograficzny ma swoje bardzo konkretne przełożenie na funkcjonowanie danej społeczności: narodu czy Kościoła. Zmniejszanie się liczby urodzeń, ujemny przyrost naturalny powoduje starzenie się społeczeństwa. Ubywa więc ludzi młodych będących w wieku przedprodukcyjnym i produkcyjnym a przybywa osób starszych w wieku poprodukcyjnym. Dochodzi do tego, iż coraz więcej osób potrzebuje utrzymania (emerytury, renty, zasiłki…), a coraz mniej jest ludzi, którzy pracują na te świadczenia. Tendencję tę bardzo wyraźnie widać na poniższym zestawieniu. Według prognoz GUSu do roku 2030 w Polsce ta tendencja ma się pogłębiać.

 

Źródło: GUS.

DROGI WYJŚCIA Z ZAPAŚCI DEMOGRAFICZNEJ W POLSCE I EUROPIE

 

Dramatyczna sytuacja demograficzna Polski i Europy domaga się podjęcia zdecydowanego, konsekwentnego, strukturalnego i kompleksowego działania zmierzającego do odwrócenia niekorzystnych tendencji demograficznych.

 

[1] M. Krasocki, Aktualne zagadnienia ludnościowe, „Praca i Opieka Społeczna” 2 (1947); cyt za: E. Rosset, Demografia polska w służbie postępu społecznego 1946-1971, s.79.

[2] Cyt. za W. Głębocki, K. Mórawski, Kultura walcząca 1939-1945. Z dziejów kultury polskiej w okresie wojny i okupacji, Warszawa 1985, s. 294.

[3] Cyt. za E. Rosset, Demografia polska w służbie postępu społecznego 1946-1971, s. 79.

[4] J. Kossecki, Totalna wojna informacyjna XX wieku a II RP, Kielce 1997,. s. 133.

[5] Zeszyty Oświęcimskie, nr 2, 1958 r., s. 49-50.

Wyłożone tu metody osłabiania potencjału demograficznego przeciwnika znane były od dawna. Np. działalność słynnego T. Malthusa – który usilnie przestrzegał przed groźbą przeludnienia – była finansowana przez Kompanię Wschodnioindyjską, która stanowiła forpocztę brytyjskiego imperializmu. Koncepcja T. Malthusa była skutecznie eksportowana na kontynent europejski – przede wszystkim do Francji, która na przełomie XVIII i XIX wieku stanowiła główną konkurentkę Wielkiej Brytanii.

Andrzej Wronka

Źródło: http://www.awronka.nazwa.pl/bazya/archiwumtxt/demografiadawniej.htm