– Przeciętni ludzie chcą islamu. Każdy kto nie chce, może jednak pozostać przy swojej religii, ale ma płacić dżizję (podatek dla niewiernych, który niekiedy dochodzi nawet do 90 % – przyp. red.). Tutaj w Lewancie większość naszych przodków nie była muzułmanami, ale przeszła na islam z powodu jego dobroci i sprawiedliwości – mówi szejk Ahmad Abu Quddum z jordańskiej odnogi Hizb at-Tahrir – partii islamskiej o zasięgu międzynarodowym, głoszącej w swoim programie odbudowę kalifatu, który objąłby cały świat muzułmański.

Jordański szejk: Jeśli jakieś państwo będzie sprzeciwiać się szerzeniu islamu na jego terenie, będziemy z nim walczyć!

Nawołuje ona do obalenia rządów prozachodnich w państwach arabskich (Egipt, Arabia Saudyjska) i prorosyjskich w Azji Środkowej, odrzuca jednak działania metodą siłową (mimo to niektórzy członkowie partii nie podzielali poglądu o odrzuceniu przemocy, co stało się powodem delegalizacji działania partii w Jordanii – po zamachu w latach 1969 i 1971 oraz Iraku w 1972).

Na Zachodzie partia Hizb at-Tahrir działa w Szwecji, Danii i USA. Niemcy zakazały działalności partii na swoim terytorium (powodem były głoszone przez partię hasła antysemickie). W Wielkiej Brytanii w 1996 r. z Partii Wyzwolenia wyodrębnił się ruch al-Muhadżirun ( Emigranci), nawołujący do utworzenia państwa islamskiego w Europie. Organizację zdelegalizowano w 2005 r.

 

Źródło: www.dzienniknarodowy.pl